Strona główna » Działamy! » Medioznawczy kontekst Open Access
  • A-
  • A
  • A+

Medioznawczy kontekst Open Access

Dodane 01.01.1970

Medioznawczy kontekst Open Access

Magdalena Karciarz (bibliotekarz DSW): W swoich badaniach podnosisz problem definicji infosfery jako obszaru znaczeń wykreowanych dzięki nowoczesnym środkom komunikacji. Czy w tym obszarze spotykasz się z koncepcją otwartego dostępu do wiedzy, ideą OPEN ACCES?

dr Jan Stasienko (Instytut Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej DSW): Oczywiście temat OPEN ACCESS jest szeroko dyskutowany w środowisku akademickim w bardzo różnych kontekstach. Po pierwsze ta idea zbiega się z przemianami technologicznymi związanymi z rozwojem internetu i wywołaną przez tę rewolucję potrzebą swobodnego dostępu do wiedzy. Pojawia się więc dyskusja nad technologicznymi warunkami upowszechniania wiedzy naukowej. Druga kwestia to zbieżność tej idei z innymi “filozofiami” otwartości w sieci, czyli np. ruchem open source, crowdsourcingiem, platformami wiki. Generalnie chodzi więc o to by zarówno w sferze narzędzi, jak i fazie tworzenia wiedzy jak i jej instytucjonalizacji wypracować kanały łatwego jej przepływu. Jako badacz nowych mediów korzystam zarówno z baz płatnych jak i otwartych repozytoriów wiedzy, przy czym należy wskazać, że nie ma tu jakiejś specjalnej różnicy w poziomie takich materiałów. W tej chwili mamy do dyspozycji zarówno płatne bardzo prestiżowe czasopisma z interesującego mnie zakresu, takie jak “New Media & Society”, ale z drugiej strony nieustępujące temu pismu magazyny naukowe, takie jak “Journal of Computer Mediated Communication”. Nie trzeba nikogo przekonywać, że wpływ tego drugiego na uprawianie nauki w krajach uboższych, jak i szybkość przepływu idei są dużo większe.

MK: Interesuje cię również prezentacja wyników badań w humanistyce dzięki zastosowaniu nowych mediów. Jak na tym tle wyglada idea wolnego dostępu do wiedzy? Czy jest znana wśród badaczy, naukowców? Jeśli nie to czy widzisz jakiś obszar, w którym można by taka koncepcję przybliżyć (jakimi środkami, metodami)?

JS: W tej chwili można by powiedzieć, że idea Open Access stała się w dużej mierze inspiratorką dyskusji nad modelem rozpowszechniania wiedzy naukowej i jej oceny. W momencie, kiedy mamy do czynienia z tak silną potrzebą i wręcz presją otwierania zasobów wiedzy, większość naukowców sprzyja tej idei. Z drugiej strony wnosi się coraz częściej postulaty otwierania nie tylko zasobów wiedzy, ale też dyskusji i oceny tekstów. Zamiast peer reviewing pojawia się coraz częściej postulat otwierania swobodnej dyskusji nad danym tekstem poprzez umieszczanie go na blogach czy platformach społecznościowych. Powstają eksperymenty, takie jak projekty prof. Kathleen Fitzpatrick, która buduje nowatorskie otwarte platformy udostępniania, komentowania i oceny publikacji naukowych skoncentrowane wokół serwisu MediaCommons. Stara się ona ukazywać w sposób teoretyczny jak i praktyczny
pożytki z otwierania wiedzy naukowej na wszystkich etapach jej istnienia. Nie należy zapominać, że blogi naukowców są miejscami, w których idee naukowe pojawiają się po raz pierwszy w postaci draftów bądź gotowych już tekstów. I tutaj pojawia się problem finansowy. Przygotowanie tekstu naukowego do publikacji obejmuje przecież nie tylko jego napisanie, które może być finansowane z grantu, ale i jego recenzję, edycję, korektę itp. Są to wszystko czynności, które generują pewne koszty, nie mówiąc o sytuacji, w której publikacja pojawia się w formie drukowanej. A więc jeśli ktoś te koszty poniósł, jeśli dodatkowo zapłacił gratyfikację autorowi, to powinien się spodziewać jakiegoś zysku bądź przynajmniej zwrotu wydatków. Tymczasem naukowcy taki tekst w sieci publikują otwierając tym samym prywatnie dostęp do wygenerowanej przez siebie wiedzy, ale w pewnym sensie traci na tym wydawca. Potrzeba więc wartościowej dyskusji, jaki ma być model biznesowy publikacji wiedzy naukowej. Jest to problem bardzo złożony i myślę, że wyklaruje się sporo różnych uzupełniających się modeli, tak jak będzie się to działo w innych dziedzinach rozpowszechniania treści w internecie, np. muzyki, filmów czy gier.

MK: Niedawno wróciłeś ze Stanów. Czy możesz opowiedzieć jak wygląda dostęp do wiedzy w tamtejszym środowisku edukacyjnym? (o bibliotekach, bazach danych, podejściu do publikowania w sieci?)

JS: Muszę przyznać, że w naszych rozmowach ze znajomymi naukowcami amerykańskimi pojawia się bardzo ciekawy stosunek do idei open access. Z jednej strony badacze ci cieszą się z możliwości publikowania w prestiżowych “zamkniętych” wydawnictwach, takich jak np. MIT Press, z drugiej decyzji o umieszczeniu tam swoich tekstów też trochę żałują. Okazuje się bowiem, że poza oficjalnym komercyjnym obiegiem ich publikacje nie mają szansy docierać do wszystkich chętnych. Mniejsza jest też swoboda w tłumaczeniu takich tekstów. Sam z żoną się o tym przekonałem, kiedy mieliśmy nadzieję na publikację po polsku tekstów takich badaczek jak Lisa Gitelman czy Megan Boler. Licencja na tłumaczenie była bowiem bardzo droga i nie mogliśmy sobie na to pozwolić, inaczej z tekstami rozpowszechnianymi na zasadach creative commons, z których w tym wypadku można swobodnie korzystać. Muszę też przyznać, że nasi znajomi w Stanach nie mają żadnych oporów, żeby publikować teksty naukowe w czasopismach internetowych. U nas jest to jeszcze czasem problem, kiedy naukowcy starszego pokolenia uważają publikacje na papierze za bardziej wartościowe niż rozpowszechniane tylko cyfrowo.

MK: I na koniec - co dla Ciebie jako użytkownika bibliotek jest ważne i jakie masz marzenie związane z dostępem do wiedzy?

JS: Oczywiście chciałbym, żeby wszystkie repozytoria wiedzy miały otwarty charakter. Taka sytuacja pozwoliłaby wyrównać szanse w rozwoju naukowym państw biednych i bogatych. Pozostaje jednak do przemyślenia kwestia finansowania takich rozwiązań. Bezwzględnie należałoby wymagać, aby w swobodnym obiegu znalazły się publikacje i badania, które są finansowane przez narodowe fundusze nauki. Tak powinno być również w Polsce, przy czym powinny nastąpić zmiany w strukturze finansowania projektów badawczych z budżetu Narodowego Centrum Nauki i Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. W strukturze każdego grantu powinny znaleźć się stałe kwoty pozwalające na publikację wyników badań w
otwartych repozytoriach wiedzy. No i oczywiście chciałbym, żeby w Polsce pojawiły się wartościowe czasopisma naukowe publikowane tylko w sieci. W tej chwili moi koledzy z Polskiego Towarzystwa Badania Gier publikują na zasadach Open Access pismo “Homo Ludens”, które rozpowszechniane jest w formie internetowej oraz w niewielkiej liczbie egzemplarzy drukowanych. Chciałbym, żeby takich przedsięwzięć było więcej.

MK: Dziękuję i życzę wszystkim takiej otwartości na zmiany, które są wynikiem przenikania nowych technologii, nauki i praktyki.

Dodaj komentarz

Wymagane pola oznaczone są *.


Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, kliknij aby wygenerować nowy.